wtorek, 2 maja 2017

Commentare

Kilka slow od Macka:
Drodzy Czytelnicy naszego Camino-bloga!

Odnoszę wrażenie, że należą się Wam wszystkim przeprosiny. Otóż nasze zmęczenie i wynikające z tego nerwy, tu na miejscu, są wynikiem arcy ambitnej trasy którą wyznaczyliśmy wespół z Magdą. Samo wyznaczenie to tylko jedna część, druga część to już konsekwentna jej realizacja. Jak wiecie nie jest łatwo, niektórzy na trasie zostawiają więcej bólu niż inni,ale nikt - naprawdę nikt,nie pozostał odporny na kontuzje czy trudy.

Radzenie sobie z trudnościami to również indywidualna sprawa. Jedni są twardzi aż do (nomen omen) bólu, drudzy - jak ja, muszą od czasu do czasu ponarzekać, kreatywnie podchodząc do sprawy odcisków czy bolących pięt.

Gdyby nie tak ambitna trasa, nie mielibyśmy zapewne aż takich trudności. Nie byłoby zapewne też tyle sposobności do ich komentowania na blogu.

Czy Twórczyni bloga mogla pisać bardziej wyważenie? Pewnie tak. Czy mogła być mniej kąśliwa? Oczywiście. Czy nie stała by się "bardziej ludzka", gdyby wspomniała też o swoich problemach? Zapewne.

Ale czy Magda pisała o tym,że codziennie dzwoni rezerwując noclegi dla całej szóstki? Że jest naszym oknem na świat i tłumaczem każdego dnia? Czy pisze o tym,że gdy część grupy decyduje się zostać kolejne trzy dni w Santiago,to zamiast poleżeć w śpiworku (co uwielbia) siada przed komputerem i szuka noclegu. Kontaktuje się z kolegą z Teneryfy celem znalezienia najkorzystniejszego transportu dla tejże trójki do Fisterre? Otóż nie. Nie ma na blogu takich rzeczy.
Wszyscy, znający Magdę wiedzą,że jest bezkompromisowa i twarda,że nie lubi mówić o swoich słabościach,że zaciska zęby i prze naprzód. Ale wiedzą też,że potrafi zrezygnować z własnych przyjemności i pomóc.

Drogi Nieznany! Zastanawiam się,czy przypadkiem nie cechuje Cię pewna małostkowość,którą między wierszami zarzucasz Twórczyni bloga. Spróbuj pisać relacje każdego dnia na telefonie, który sam zmienia słowa. Na aplikacji, która co chwila się wykrzacza i trzeba pisać od nowa.

Tak,można być delikatniejszym, bardziej wyważonym. Ale na koniec pozwolę sobie zacytować pewnego,znanego wszystkim, Klasyka :
KTO JEST BEZ GRZECHU NIECH PIERWSZY RZUCI KAMIENIEM.

W naszym życiu za dużo jest przekleństwa, a za mało błogosławieństwa. Dlatego wszystkim naszym czytelnikom i komentatorom z serca błogosławię! :-)

Maciek

Foto-zagadka

kolejna foto-zagadka, na ktora przyznam sami nie znamy odpowiedzi.
Co oznaczaja litery PK na slupkach wyznaczajacych trase do Santiago?

poniedziałek, 1 maja 2017

Dalej

Dzis rozdzielislimy nasza grupe - ekipa z Wieliczki zostala by kontemplowac uroki Santiago i dac wytchnienie nogom. 


Ekipa falenicko-otwocka tradycyjnie bladym switem ruszyla dalej, w kierunku Finisterre. W komentarzach padlo pytanie - dlaczego? Owszem,  w  Finisterre ani w Muxii nie ma sanktiarium, ale na Turbaczu ani w Wolosatym tez nie, a mimo to ludzie chodza i tam. 
Camino to droga, a nie cel.

A droge dzis mielismy piekna. Malo ludzi (co ciekawe, widzielismy wiele osob idacych w przeciwn kierunku, do Santiago!), idealna pogoda - lekkie zachmurzenie, malo asfaltu i przepiekne widoki.
Nic dziwnego wiec, ze tak nas ponioslo ze zamiast zakladanych 20-kilku kilometrow, przeszlismy jakies 34.
 Dzieki temu bedzie lzej w kolejne dni, no i mamy nieco kamerslniejsza albergue pomiedzy glownymi etapami.

niedziela, 30 kwietnia 2017

sobota, 29 kwietnia 2017

Wigilia

 Upal z rana jakby zelzal. Ale dzieki temu razniej nam sie szlo, przynajmniej do poki mi i Ani nie odmarzly rece. Na szczescie udalo sie dojsc do albergue z barem i pokrzepic tradycyjnym Cola Cao (lub innymi trunkami).
Hospitalero zareklamowal nam kolejny odcinek jako najpiekniejszy na calej trasie. Owszem, nie bylo zle ale utwierdzilo mnie to w przekonaniu ze Camino Portuguese do az tak wspanialych nie nalezy.
Ale od slowa do slowa, dogadalismy sie tez ze idziemy na Camino Finistere i zostalismy obdarowani przewodnikiem na ten odcinek trasy. Camino znow czuwa nad nami!
Warto wspomniec tez, ze duch geocacherski w narodzie nie ginie i Michal dzielnie czuwa nad tym, zeby podjac cache jesli tylko sa po drodze. Czasem sie udaje, czasem nie, ale dzis dzieki Earthcachowi udalo sie nam zlokalizowac cieple zrodelko (40 st) i zamoczyc rece. Gdybysmy mieli wiecej czasu i lepsza temperature otoczenia, pomoczenie nog byloby naprawde kuszaca opcja.
Z hiszpanskich ciekawostek zauwazylismy objazdowy sklep ze swiezymi owocami morza - pani na zdjeciu kupuje kalmary. Juz widzielismy chleb dostarczany w ten sposob, ale ryby to nowosc. Michal sie rozmarzyl i do konca dnia myslal tylko o osmiornicy na kolacje.
Do Santiago planujemy dojsc juz jutro - tradycyjnie na msze o 12:00. Zapowiadaja deszcz, co tez juz troche jest tradycja naszego wchodzenia do Santiago.

Dzis tez obczailismy logistyke na reszte pobytu w Hiszpanii - Michal, Maciek i ja kontynuujemy spacer do Finistere, reszta ekipy odpoczywa 2 dni w Santiago i dogania nas autobusem w Cee, z tamtad wspolnie idziemy do Finistere i dalej do Muxia.

piątek, 28 kwietnia 2017

Luksusy Camino

 Zanim zaczne pisac relacje z danego dnia, przegladam zdjecia. I mam wrazenie, szczegolnie dzis, ze sporo Was w tej relacji oklamuje.
Na zdjeciach piekne zalesione drozki, strumyki, zielone drzewa. A w rzeczywistosci trzy czwarte drogi to dymanie wzdluz wiekszych i mniejszych wyasfaltowanych drog.
Zdecydowanie Camino Portuguese przegrywa z Camino Frances i z Primitivo jesli chodzi o nawierzchnie. 

Owszem, male wioski sa malownicze jak wszedzie w Hiszpanii, ale asfalt, ten asfalt dobija!
I tak 1/3 wycieczki zrobila sobie dzis dzien dziecka i wyslala plecaki samochodem, dzieki czemu tylko ja i Michal bylismy na calej trasie porzadnie dociazeni, a reszta grupy miala chwile wytchnienia od ciezaru.
 Spodobalo sie na tyle, ze to samo juz zorganizowali sobie na jutro! Ah te komercyjne luksusy Camino.

Dzis spimy w kameralnej alberge, nieco poza szlakiem, bo rozbijamy standardowy odcinek na pol, zeby miec jeszcze czas na Finistere. 
Dzis za nami 29,7km, do Santiago zostalo zaledwie 52km. 

Na zdjeciu wspolnotowa kolacja (ktorej nie wykupiismy, bo targamy mnostwo wlasnego), z pieknym zwyczajem modlitwy przed posilkiem za wszystkich ktorzy nocowali tu poprzedniego dnia. A dzis - Polska, Niemcy, Wlk Brytania, Holandia, Finlandia, Malta i uwaga, uwaga - Hawaje!!!

czwartek, 27 kwietnia 2017

Witamy w Hiszpanii

Bladym switem jeszcze raz przeszlismy przez malownicza fortece w Valenca i weszlismy do Hiszpanii.
I od razu zrobilo sie fajniej. Napodkany przechodzien pokazal nam gdzie zaczyna sie oficjalnie hiszpanskie Camino Portugues i nalegal na zrobienie nam sweet foci:
Jak sie dobrze przyjzycie to zauwazycie ze z rana mielismy do Santiago
115km. Z czego wiekszosc po sladach rzymskiej drogi nr XIX, z ktorej pare drobiazgow zostalo.
Potem w knajpie Ania weszla za bar i probowala znalesc butelke czegos a'la koniak celem wzmocnienia siebie i Kuby. Ja swa lamana hiszpanszczyzna probowalam wytlumaczyc barmanowi w czym rzecz, co koniec koncow zaowocowalo dwoma darmowymi! kieliszkami domowej roboty wodki z winogron (grapa/aguardiente).
Dzisiejszy dzien byl mega dlugi i przeogromne ilosci asfaltu wszystkim daly sie we znaki. Ja az siegnelam do wspomagaczy w postaci muzyki na uszach, co
w moim wykonaniu oznacza mega kryzys.
 U innych bylo jeszcze gorzej. Tyle, ze nie musielismy sie az tak spieszyc, bo swiadomi ze czeka nas 35,5km a wszyscy Niemcy wstajacy o 4 rano zajma miejsca w panstwowym albergue, od razu zarezerwowalismy nocleg.

I fajnie sie stalo, bo
dzieki temu nie dosc ze mamy przytulne dwa 3-osobowe pokoiki z widokiem na dachy Redondelii, to jeszcze udalo nam sie zaklepac nocleg na jutro, mimo ze oficjalnie nie przyjmuja tam rezerwacji. 
Ale czego sie nie robi dla sympatycznie wygladajacej malej zmeczonej dziewczynki, ktora jako tako mowi po hiszpansku.

Tak wiec moral z dzisiejszego dnia - drogie dzieci, uczcie sie jezykow obcych, bo warto!